Generic selectors
Wpisane wyrażenie
Szukaj w tytułach
Szukaj w treści
Szukaj w treści
Search in pages
Filtruj według kategorii
Banner
Edukacja
Felietony
Fotorelacja
Galeria
Gospodarka
Inne
Jubileusz Odzyskania Niepodległości
Kultura
Miniatura
Ogłoszenia
Sport
Studio N
Wydarzenia

Nowe nawyki na nowy sezon grzewczy

Jesień i zima to pory roku, w których znacznie większą uwagę zwracamy na to, czym oddychamy. Ostatnie coraz dokładniejsze dane z regionu pokazują, że jest się czym martwić. A żeby było lepiej, musimy postarać się wszyscy.

44,5 tysiąca osób umiera co roku w Polsce z powodu zanieczyszczenia powietrza, w Europie – ponad 420 tysięcy – to dane, które w październiku przytoczyła „Gazeta Wyborcza”. Od kilku lat coraz więcej osób ma świadomość, że z naszym powietrzem jest źle. Coraz więcej osób działa aktywnie, żeby uświadomić to innym. Niemal w każdym dużym mieście działa Alarm Smogowy zrzeszający aktywistów w tej dziedzinie.

U nas również wystarczy wyjść na zewnątrz, żeby poczuć, że z powietrzem jest źle. Duszący dym, często zmieszany z mgłą pojawia się szczególnie jesienią i zimą po zmroku, w godzinach, kiedy wracamy do domów po pracy. Wszystko przez domowe paleniska, duże zagęszczenie zabudowania i niską jakość opału. Możemy owszem zaczekać, aż rząd wyda odpowiednie rozporządzenia, zakazując opalania konkretnym węglem, miałem, mułem czy flotem, ale ostatecznie, sprowadzi się to do tego, że każdy z nas będzie musiał nabrać zdrowszych nawyków przy ogrzewaniu domów.

Może więc nie będziemy zwlekać, tylko już dziś wykażemy się odpowiedzialnością za zdrowie swoje, swoich bliskich, ale też mieszkańców swojej okolicy i nie tylko wybierzemy „zdrowszy” opał, lecz także – paląc węglem – przyswoimy zasady rozpalenia i palenia od góry. Żeby było łatwiej, przypominamy zasady, które staramy się promować od dwóch lat:

Oczywiście, gigantyczne znaczenie ma to, czym palimy! Na spalajmy w piecach zawartości kosza na śmieci. Przecież zostaną odebrane za darmo, a – jak wykazują badania – zbyt wiele ciepła to one nie dają. Węgiel i drzewo, którego używamy, powinno być jak najlepszej jakości – o możliwie dużej kaloryczności i niskiej wilgotności. A potem już tylko właściwie nimi palić. Właściwie, czyli jak?
Najwięcej dymu powstaje, kiedy rozpalamy lub dokładamy do pieców. Zanim węgiel czy drzewo podgrzeje się do temperatury, w której spali się niemal całkowicie, musi upłynąć sporo czasu. Dopóki to nie nastąpi, podgrzewane paliwo wydziela dym i dużo nie do końca spalonych związków, które są tak szkodliwe. Warto więc zmienić technikę palenia od początku, czyli od rozpalania.

Były już pokazy rozpalania od góry, sporo osób na własne oczy mogło się przekonać o zaletach tej metody. Chodzi o odwrócenie schematu, według którego, żeby było dobrze, ułożone były: papier, na nim drewno rozpałkowe, a na nim ostateczne paliwo. W momencie podpalania papieru cała reszta powoli się podgrzewała, a gęsty dym unosił się w całej okolicy. Teraz wiemy, że tak wcale nie musi być, a nawet – co więcej – tak nie powinno być. Bo żeby zapalić w piecu i nie spowić wszystkiego grubą warstwą dymu i pyłu najlepiej przenieść warstwę żaru na górę paleniska. Wtedy powietrze (z tlenem, który umożliwia spalanie) zasysane jest spod rusztu, ale nagrzewając się, leci do góry, dlatego dym, który wychodzi z zimnego jeszcze paliwa, musi przejść przez warstwę żaru, gdzie ulega praktycznie całkowitemu spaleniu. Dzięki temu ze spalania uzyskuje się więcej ciepła, a do tego znacznie mniej pyłów i dymu.

Niestety ta metoda ma minus, żeby bowiem było idealnie, najlepiej zaczekać do całkowitego wypalenia drewna czy węgla i rozpalać od nowa. Nie ma takiej technologii, która umożliwiłaby nam dokładanie opału od spodu.

Dokładać mniej
Oczywiście, to nie jest też tak, że skoro nie możemy dokładać od dołu, to nic nie da się zrobić. Wystarczy zmniejszyć ilość dosypywanego opału. Mniej węgla – nie przygasza żaru, który już jest w piecu, szybciej się nagrzewa, krócej dymi.
Rysunek Dokładanie mniejszymi porcjami

Palenie kroczące
Jest jeszcze druga metoda – palenie kroczące, które sprawdza się również przy dokładaniu. Chodzi o to, żeby zaczekać, aż w piecu będzie niewiele żaru. To, co jest, przesuwamy na jedną stronę, a obok w wolne miejsce dosypujemy węgla. W ten sposób również nie przygasimy żaru, który sąsiadując z węglem, zapewni wyższą temperaturę spalania. I w efekcie będzie mniej dymu. A przecież o to chodzi.

Kiedy opanujemy tę metodę, można stosować ją bez ograniczeń i bez wygaszania ognia.

Etapy palenia kroczącego
Oczywiście prace nad wymianą pieców w gminie Niepołomice trwają. Obecnie … domów ma nowe kotły. Potrzeby są jednak znacznie większe. I zanim ostatni z kopciuchów zostanie zamieniony na wyższej klasy kocioł, warto zapoznać się z proponowanymi technikami palenia i zmienić nawyki, chociażby po to, żebyśmy zimą bez obaw mogli wyjść z domu i zwyczajnie odetchnąć świeżym powietrzem.

Joanna Kocot
tekst i ilustracje na podstawie materiałów ze strony www.czysteogrzewanie.pl

2018-11-21T11:11:12+00:0021 listopada 2018|Miniatura, Ogłoszenia|
Rozmiar liter
Kontrast