Rynek transferowy w Polsce zwariował, a piłkarze korzystając z naszego zainteresowania podbijają swoje oczekiwania w innych klubach – mówi prezes Puszczy Niepołomice. Może wielu się sparzyło już na takich deklaracjach, ale… ja trenera Tułacza nigdy nie zwolnię. Zapraszamy na wywiad z Jarosławem Pieprzycą. 

Marek Bartoszek: Za nami najlepszy pod względem sportowym sezon w wykonaniu Puszczy Niepołomice. Mimo to dało się odczuć wśród kibiców pewne poczucie rozczarowania zwłaszcza po ostatnim meczu w ramach Pucharu Polski. A jak Pan ocenia ostatni sezon w wykonaniu pierwszej drużyny?
Jarosław Pieprzyca: Bardzo pozytywnie, ale również odniosłem wrażenie, że wśród kibiców pojawiło się przygnębienie. Musimy sobie uświadomić, że utrzymanie zapewniliśmy sobie stosunkowo wcześnie i w ostatnich meczach rundy wiosennej mogliśmy wypróbować zaplecze naszej drużyny, stąd słabsze wyniki. Mimo to zajęliśmy najlepsze miejsce w naszej historii! Mamy poczucie niedosytu, jeśli chodzi o mecz z Miedzią. Straciliśmy trochę kuriozalną bramkę, a na pewno nie byliśmy wtedy słabszym zespołem. Tak się jednak w piłce zdarza.

 

A patrząc na ligową tabelę po ostatnim meczu sezonu, miał Pan satysfakcję, że za nami w tabeli znalazły się kluby, ze zdecydowanie większym potencjałem?
Nie mam satysfakcji, że ktoś jest za nami. Nikomu źle nie życzę. Cieszę się natomiast, że mając najprawdopodobniej najmniejszy budżet w lidze, jesteśmy w stanie konkurować z dużo bogatszymi klubami. Dzięki temu udowadniamy, że wynik sportowy nie zawsze idzie za pieniędzmi.

Pojawiają się czasem w Pana głowie myśli, że gdyby Niepołomice były większym ośrodkiem, a Pan dysponował trochę większym budżetem, to osiągnięcie ekstraklasy nie byłoby wcale takim trudnym zadaniem?
(śmiech). Wiadomo, że jak się jest w pierwszej lidze to nad nami jest jeszcze Ekstraklasa. Zawsze gdzieś tlą się ambicje, bo trzeba sobie stawiać kolejne cele. Można też przecież marzyć, tego jeszcze nie zabraniają! Myślę, że będąc większym ośrodkiem i mając większy budżet, ale przenosząc ludzi, którzy pracują teraz w klubie, mielibyśmy szansę zamieszać w czołówce.

Mimo wszystko w jednym z najmniejszych miast na szczeblu centralnym w sąsiedztwie dwóch dużych klubów w Ekstraklasie i kolejnych dwóch klubów w pierwszej lidze, trudno przekonać partnerów biznesowych do wsparcia niepołomickich Żubrów…

Z zainteresowaniem biznesu jest największy problem. Marki Wisły i Cracovii zdecydowanie łatwiej przyciągają potencjalnych sponsorów. Jeśli ktoś patrzy przez pryzmat budżetów reklamowych czy zasięgów generowanych przez klub to jesteśmy mniej medialni od nich. Z drugiej strony przykład problemów finansowych klubu z Krakowa pokazał, że wcale to też takie proste i taki klub też może borykać się ze sporymi kłopotami. My jesteśmy klubem lokalnym. Trudno nam pozyskać środki na to, żeby prężniej działać. Firmy ze strefy przemysłowej mają swoje ośrodki decyzyjne za granicą i raczej ich nie interesuje współpraca z nami. Jesteśmy jednak marką, która stale rośnie i jeszcze kilka lat temu nikt nawet chyba nie przypuszczał, że będziemy stawać się trzecią siłą w Małopolsce.

Telewizja też nie pomaga. Nie próbował Pan protestować, że pierwszoligowe kamery ominęły Niepołomice w ubiegłym sezonie. Fakty były dwie transmisje, ale to te wywalczone przez piłkarzy w Pucharze Polski…
Wiem, że wiele osób w klubie czy w mieście ma o to pretensje. Ja do tego podchodzę spokojnie. Jak będziemy grać tak, że będziemy się ocierać o czołówkę to chcąc nie chcąc będą musieli nas pokazywać.

 

Rok wcześniej środki z Pro Junior System zdecydowanie podreperowały budżet. To pomysł, żeby próbować sięgać po finanse za odważne stawianie na młodych zawodników?
Nie ukrywam, że to był bardzo dobry, spory zastrzyk finansowy. Musimy szukać alternatywnych źródeł finansowania i ten system na to pozwala. Miejmy jednak świadomość, że w tym przypadku kluczowe jest też utrzymanie. Musimy mieć racjonalną politykę. Nie mniej jednak, jeśli wszystko w sezonie będzie układać się według naszych planów, to tak chcemy w tym roku znów powalczyć o te środki.

Porozmawiajmy chwilę o transferach, bo to zawsze ciekawy wątek, zwłaszcza w tym czasie. Po pierwsze chyba się spodobał w klubie rynek holenderski – dwóch bramkarzy młodzieżowców, którzy przyszli z tego kraju pokazuje, że Puszcza nie szuka piłkarzy tylko na Podkarpaciu, jak czasem żartobliwie można usłyszeć w klubowych korytarzach.
Nasza siatka scoutingu patrzyła bardzo szeroko! Mieliśmy naprawdę wiele opcji. Tylko, że rynek transferowy w Polsce zwariował. Kwoty, których menedżerowie i zawodnicy oczekują, są dla nas kompletnie nieosiągalne. Często piłkarze, widząc zainteresowanie ze strony Puszczy, wykorzystują to, jako chęć podbicia stawki w innym klubie. Mamy w tym momencie dwóch chłopców z Holandii, gdzie przeszli okres szkolenia. Będą rywalizować. Mam nadzieję, że zarówno Karol, jak i Mateusz odnajdą się w naszym środowisku i pomogą w walce o jak najwyższe cele

Kontynuując ten wątek, przyjście zawodników na pozycje, które potrzebowały wzmocnień pokazują, że wizja trenera Tułacza spotkała się z Pana aprobatą.
Każdy w Polsce szuka napastnika. Ciężko jest znaleźć wartościowego piłkarza, gwarantującego konkretną ilość strzelanych bramek. Ja ogromnym szacunkiem darzę Marcina Orłowskiego, który wykonuje tytaniczną pracę na boisku, ale on też nie jest robotem i potrzebowaliśmy dać mu wsparcie. Mam nadzieje, że poczynione wzmocnienia okażą się trafione.

Może więc warto sięgać po piłkarzy z drużyn młodzieżowych? Juniorzy Młodsi udowodnili w tym sezonie, że charakter i wolę walki mają na bardzo wysokim poziomie.
To jest dobry moment, żeby pogratulować Leszkowi Taraskowi i jego podopiecznym nie tylko samego awansu, ale fantastycznej pracy w klubie. Chcę powiedzieć, że teraz kiedy już poznaliśmy pierwszą ligę i wiemy jakie stawia wymagania, i jak nim sprostać, chcemy zdecydowanie poprawić szkolenie i organizację pracy z młodzieżą. Chcemy mądrze zmodyfikować zarówno pracę w bezpośrednim zapleczu pierwszej drużyny, jak i w naszej akademii. Prowadzę aktualnie zaawansowane rozmowy i mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zaprezentować nasze pomysły i z pomocą odpowiednich ludzi wdrożyć je w życie. Teraz tracimy wielu chłopców na etapie szkolenia, bo są kuszeni przez większe kluby i akademie krakowskie. Myślę jednak, że mamy na tyle dobrą markę, że przy odpowiednim szkoleniu i poprawie infrastruktury będziemy wstanie zasilać przynajmniej jednym zawodnikiem z rocznika szeregi pierwszego zespołu. To jest nasz nadrzędny cel.

Kilka nieudanych prób reaktywowania w Niepołomicach zawodników z „nazwiskiem” spowodowało, że woli Pan dać szansę piłkarzom z niższych lig, będących większą zagadką niż zawodnik z nazwiskiem, który niekoniecznie ma jeszcze ochotę walczyć na 100%?
Oczywiście, że tak. To był nasz błąd. Wyciągnęliśmy z tego wnioski. Piłkarze z przeszłością w Ekstraklasie, którzy zmierzają już do finiszu swojej kariery, nie będą umierać za Puszczę. Ciężko wykrzesać z nich coś więcej. Mamy teraz określoną politykę. Szukamy zawodników, którzy chcą coś w życiu osiągnąć, a Puszcza jest dla nich kolejnym krokiem do spełnienia tego marzenia.

Po dobrym sezonie często jest tak, że Ci więksi starają się podebrać najlepszych zawodników tym mniejszym klubom. Prawdę powiedziawszy nie licząc Miłosza Mleczko, który po prostu wrócił do macierzystego klubu, to w zasadzie żaden z zawodników pierwszego wyboru nigdzie się z Niepołomic nie wybiera. Nie chce mi się wierzyć, że powodem jest brak ofert.
Nam już zęby wyrwano w zimie. Wisła skróciła wypożyczenie Krzyśka Drzazgi, a później też były zapytania. Nie doszło do ich finalizacji, zdradzę, że naprawdę ciekawą propozycję miał Hubert Tomalski, ale nabawił się kontuzji i będzie teraz wracał u nas do formy. My też nie chcieliśmy się pozbywać od razu naszych najlepszych zawodników. Ta drużyna stanowi świetny kolektyw. To jeden z naszych największych atutów.

Lubi Pan stawiać przed trenerem jednoznaczne cele? Tzn. finisz powyżej konkretnego miejsca albo określona runda w rozgrywkach pucharowych?
Absolutnie nie. Nie chcemy jednak stawiać sobie za cel utrzymania. To jest tak, że jak stawiasz taki cel, to możesz spaść. Liczymy na pierwszą połowę tabeli, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej osiągnąć cel nadrzędny. Nie chcemy wytwarzać sztucznej presji. Znamy się już długo, wiemy czego możemy się po sobie spodziewać i czego oczekiwać. Wierzymy w pracę, a ona się zawsze obroni.

 

Trener Tułacz często pytany jest w wywiadach o swój staż w Puszczy. I czasem żartuje, że te pytania mają go skłonić do rezygnacji. Chyba nie byłoby łatwo przekonać Pana żeby podziękować trenerowi, bijącemu rekordy na stanowisku pierwszego szkoleniowca Żubrów.
Jeśli chodzi o mnie i o prezesa Karasińskiego to my… trenera nigdy sami nie zwolnimy. Ja wiem, że ktoś teraz się może obruszyć i powiedzieć, że to się łatwo mówi, bo mieliśmy nadspodziewanie dobry sezon, ale mamy do niego pełne zaufanie. Nawet jakby się przydarzyła seria niepowodzeń, a też były trudne momenty, to stoimy na stanowisku, że dobrego trenera nie poznaje się po dobrych wynikach, ale przede wszystkim po tym, jak radzi sobie z kryzysem. Mam świadomość tego trener Tułacz nie będzie na zawsze w Puszczy. Chcę jednak, żeby wszyscy wiedzieli, że to on będzie miał prawo decyzji w tej kwestii. I jestem przekonany, że wtedy nie pójdzie ani niżej, ani do tej samej ligi, ale zacznie pracę w Ekstraklasie.

Zdaje sobie Pan sprawę, że to odważna deklaracja? Co więcej byli już prezesi, którzy mówili podobnie, a trener kilka tygodni później żegnał się z posadą.
(śmiech). Zakładam, że wielu się już sparzyło na podobnych słowach i musieli je odwoływać. Ja jednak w tej sprawie pozostanę stanowczy i podkreślę to jeszcze raz. Ja nigdy trenera Tułacza nie zwolnię.

Liga i PZPN stawia klubom kolejne wymagania. Przed klubem konieczność przygotowania i przeprowadzenia procesu podgrzewanej murawy. To infrastruktura będzie teraz priorytetem klubu na najbliższe lata?

Musimy spełniać wymogi licencyjne. One z roku na rok stają się coraz surowsze i to nie tylko pod względem finansowym, tu jest bardzo ścisły monitoring przepływu funduszy, ale właśnie pod kątem infrastrukturalnym. Mam nadzieję, że wspólnie z władzami miasta dostosujemy się do stawianych wymagań.

Kojarzy Pan co związanego z klubem będzie miało miejsce w 2023 roku?
Tak! To będzie nasze stulecie!

Jak i gdzie w Pana planach będzie Puszcza Niepołomice na 100-lecie swojego istnienia?
Razem z prezesem Karasińskim odnosimy czasem wrażenie, że nie docenia się tego, co teraz mamy. Cieszmy, się tą pierwszą ligą, bo to że w niej funkcjonujemy i nasz poziom sportowy nie tylko nie odbiega, ale czasem wielu zaskakuje ekspertów to naprawdę zasługa wielu ludzi, ale i ogromny sukces klubu. Chciałbym, żebyśmy na 100-lecie naszego klubu nie byli niżej i skupiali się na tych elementach, które mamy mniej rozwinięte i wiemy, że potrzebują teraz naszej szczególnej uwagi. Czego życzę nie tylko sobie, ale i wszystkim naszym sympatykom.